Bailey and Potter, CPA
erasmusplus
 

Historia szkoły...

 

Wspomnienia:

Henryk Buszman - absolwent z roku 1952

W środowisku górniczo-hutniczym, w którym się wychowywałem, postanowienie o kontynuowaniu nauki w Liceum Ogólnokształcącym, gdy to działo się w latach czterdziestych, wymagało przełamania pewnych barier i oporów. W podjęciu takiej decyzji pomogła mi moja wychowawczyni w szkole podstawowej pani Helena Konopka, która biorąc pod uwagę moje bardzo dobre oceny, wytypowała mnie do tej właśnie szkoły.
Lata1948-1952, okres nauki w liceum rudzkim, zalicza się w moim życiu do piękniejszych. Serdeczna atmosfera w szkole, przyjazne stosunki z wychowawcami, zadzierzgnięte więzi koleżeńskie sprzyjały nauce i zaangażowaniu w pracy społecznej. Pełniłem zaszczytną funkcję starosty szkoły oraz byłem przewodniczącym ZS ZMP. Dewizą naszej szkolnej organizacji ZMP były słowa Lenina: ..Uczyć się, uczyć się i jeszcze raz uczyć się" — kraj wyniszczony przez wojnę i okupację potrzebował ludzi mądrych, wykształconych, dobrych fachowców. W wolny czas, w niedzielę, organizowaliśmy czyny społeczne. Najczęściej pracowaliśmy w kopalniach, zarówno na powierzchni jak i pod ziemią. Poznałem wówczas już dziś nie istniejące kopalnie ,,Wanda-Lech" i ,,Karol". Pracowaliśmy także w kopalni ,,Walenty-Wawel".
 
Pracę społeczną traktowaliśmy zupełnie inaczej, niż to czyni młodzież dzisiejsza. Rozumieliśmy jej głęboki sens — Polska potrzebowała węgla — liczyła się na wagę złota każda dodatkowo wydobyta tona. Poznaliśmy wówczas romantyzm górniczego trudu i myślę, że duże potrzeby kadr i los zaważyły na wyborze dalszej drogi życiowej mojej i moich kolegów. Po maturze razem z 12 absolwentami skierowałem swe kroki na nowo powstały wydział górniczy Politechniki Śląskiej. W wyborze zawodu górnika utwierdzał nas nauczyciel matematyki prof. Pawlik, dzięki któremu zdobyliśmy w szkole średniej gruntowne podstawy wiedzy matematycznej, a także zamiłowanie do nauk ścisłych. Praca społeczna była nieodłącznym atrybutem naszej ZMP-owskiej działalności. Mieliśmy swój wkład w powstanie Wojewódzkiego Parku Kultury, w czasie wakacji wyjeżdżaliśmy na akcje żniwne w Koszalińskie...>>>

 

Masz uwagi co do funkcjonowania strony, napisz do mnie:
mirekzimala@gmail.com

Dane...

Dyrektor
mgr Leszek Dytkowski

Wicedyrektor
mgr Urszula Grzyśka

41-700 Ruda Śląska
ul. Adama Mickiewicza 15
tel/fax (032) 2 481 601

mickiewiczruda@op.pl

FUNDUSZ RADY RODZICÓW
nr konta:

64 1050 1331 1000 0022 6857 4643

Nip.  641-22-83-571

Regon: 277 492 304

ZAPRASZAMY

Historia szkoły...


Systematycznie organizowaliśmy szkolenia i dyskusje ideologiczne, światopoglądowe, z teorii marksizmu. Koledzy starszych klas pełnili rolę lektorów. Wiedza wyniesiona z tych samokształceniowych spotkań była często uproszczona, powierzchowna, schematyczna, czas i późniejsze doświadczenia korygowały ówczesne poglądy. Klimat polityczny tamtych lat kształtował atmosferę w szkole i nasze zachowania. W tamtych latach modne było współzawodnictwo. Współzawodniczyliśmy w nauce, pracy społecznej i sporcie. Z imprez sportowych największą popularnością cieszyły się mecze piłki nożnej. Codziennie, przed rozpoczęciem nauki o godz. 7.40 odbywały się apele organizowane przez samorząd szkolny, na których rozliczano skrupulatnie z punktualnego przybycia jak też samej obecności.
Moje lata licealne przypadają na bardzo trudny, a nawet bolesny okres w powojennej Polsce, nazwany okresem stalinowskim czy ,,czasami błędów i wypaczeń". Przykre doświadczenia, nieodpowiedzialne, represyjne decyzje niektórych przedstawicieli władz dotykały często ludzi najszlachetniejszych, między innymi nie ominęły także mojego pierwszego dyrektora liceum-profesora Środulskiego. Dyrektor Środulski wyróżniał się silną indywidualnością wśród grona pedagogów. Przedwojenny nauczyciel gimnazjum, człowiek o wszechstronnej wiedzy, niezwykle prawy — przyjaciel młodzieży — cieszył się dużym uznaniem, sympatią zarówno wśród wychowanków jak i środowiska. Niestety w 1950 r. działające „bez serc i ducha" siły spowodowały przeniesienie dyrektora Środulskiego do Liceum w Mysłowicach, gdzie wkrótce zmarł.
Gdy teraz z perspektywy lat patrzę na minione czasy, myślę, że szkoła mimo silnych presji z zewnątrz, dzięki pracującym w niej nauczycielom oddanym sprawom młodzieży, ludziom o silnych charakterach, ciekawych osobowościach (małżeństwo Środulskich, W. Tatarkiewicz, H. Tomaszewska, Stefańska, M. Wawer, G. Wojtusik, i. Pawlik, dyr. J. Dyrczowa) mogła sprostać nałożonym na nią obowiązkom. Przygotowywała młodzież do rzetelnej pracy, uczyła szacunku do ludzkiego wysiłku, wychowywała aktywistów zaangażowanych, w sprawy społeczne i polityczne oraz na rzecz Polski.