Bailey and Potter, CPA
erasmusplus
 

Historia szkoły...


Wspomnienia:

Erna Daniel-Krawczykowa - absolwentka z roku 1934

Jestem absolwentką przedwojennego Komunalnego Gimnazjum Koedukacyjnego im. Stanisława Staszica w Rudzie Śląskiej. Do pierwszej klasy gimnazjum zaczęłam uczęszczać w 1926 r. Maturę zdałam w 1934 r. — ponad pół wieku temu.

Kiedy wracam pamięcią w te odległe lata, lata mojej wczesnej młodości, w pierwszym rzędzie stają mi przed oczyma moi wspaniali nauczyciele, którym tak wiele zawdzięczam. Pamiętam wyraziście twarze, sylwetki, gesty moich profesorów. Matematyki uczył mnie prof. Ślosarczyk, propedeutyki i filozofii prof. Kucharski, języka łacińskiego prof. Burkot, historii prof. Kędryna, religioznawstwa ks. Gawłowski. Wychowawcą był prof. Środulski- wielki przyjaciel młodzieży, przejęty wszystkimi jej sprawami. Wydobywam z mroku zapomnienia postać prof. Heina, nauczyciela języka niemieckiego, dyrygującego na uroczystościach orkiestrą szkolną, prof. Gąsiorka uczącego przyrody bardzo często w pięknie utrzymanym ogródku, będącym chlubą szkoły. Ze szczególnym sentymentem wspominam dyrektora Molla, uczącego mnie języka polskiego. Był z usposobienia romantykiem, cudownie recytował poezję, lekcje języka polskiego były dla nas przeżyciem. Dyrektor Moll był
bardzo wymagający.  Miał dwoje  dzieci: Andrzeja  i  Oleńkę  (imiona  głównych bohaterów ,,Potopu"). Wszyscy uczniowie na lekcji poświęconych trylogii Sienkiewicza przygotowywali się bardzo wnikliwie,  gdyż podejrzewali, iż jest to ulubiony utwór tzw. konik profesora. Pamiętam wzruszenie na twarzy dyrektora, kiedy na jego imieniny w listopadzie wypożyczyliśmy kostiumy z teatru i zatańczyliśmy mu mazura.

Klasa liczyła 20 osób, w tym  trzy dziewczyny. Był to zespół społeczników, uczniów pełnych fantazji,  inwencji, pomysłów. Na uroczystość 3 maja chłopcy utworzyli defiladę konną, dziewczyny szły w strojach śląskich. Pochód ten długo pamiętano w Rudzie Śląskiej. Koledzy prowadzili kółko strzeleckie, a ja drużynę harcerską. W szkole działało jeszcze koło szermiercze i teatralne. Wystawialiśmy ,,Kalosze" Fredry i ,,Dziady" Mickiewicza, „Odprawę posłów greckich" Kochanowskiego, ,,Wesele na Śląsku" Ligonia oraz inscenizację tańców polskich. Często urządzaliśmy wieczorki taneczne. Wszystkie zabawy rozpoczynały się polonezem, którego prowadził dyr. Moll. Klasa była bardzo zżyta, koleżeńska. Spotykaliśmy się również po wojnie. Koledzy podjęli studia we Lwowie. Wiem, że dwóch zostało lekarzami, jeden nauczycielem, kilku inżynierami. Byliśmy wstrząśnięci wiadomością, że jeden z naszych kolegów klasowych Niewiadomski zginął w czasie działań wojennych. Pasja społecznikowska zaszczepiona mi w szkole przetrwała do dziś....>>>

 

Masz uwagi co do funkcjonowania strony, napisz do mnie:
mirekzimala@gmail.com

Dane...

Dyrektor
mgr Leszek Dytkowski

Wicedyrektor
mgr Urszula Grzyśka

41-700 Ruda Śląska
ul. Adama Mickiewicza 15
tel/fax (032) 2 481 601

mickiewiczruda@op.pl

FUNDUSZ RADY RODZICÓW
nr konta:

64 1050 1331 1000 0022 6857 4643

Nip.  641-22-83-571

Regon: 277 492 304

ZAPRASZAMY

Historia szkoły...

Obecnie, mimo podeszłego wieku, jestem przewodniczącą Klubu Seniora. Wspominając moje szkolne lata, nie mogę pominąć działalności organizacji harcerskiej, z którą byłam (i jestem nadal) związana całym sercem i duszą, gdyż ona to właśnie decydowała o atmosferze tamtych lat. Byłam drużynową I gimnazjalnej drużyny harcerskiej, żeńskiej. Moimi poprzedniczkami były: założycielka gimnazjalnej drużyny harcerskiej w 1926 r. Halina Raczkiewicz, prof. matematyki w Rudzie Śląskiej, a następnie funkcję pełniły Edyta Losa, Cecylia Śliwa i Aldona Herwy. Przy drużynie istniało Koło Przyjaciół Harcerstwa, złożone przeważnie z rodziców harcerek. Dzięki pomocy finansowej Koła, harcerki mogły za niewielką opłatą uczestniczyć w obozach harcerskich. Harcerki drużyny gimnazjalnej były na obozach: w Wapienicy, Karwińskich Biotach, w Dobce, Zaleszczykach, Druci (na Wileńszczyźnie), w Jaworzynce i Białym Dunajcu. Brały udział również w Zlocie zorganizowanym w Spale. Na obozy zapraszano również harcerki z terenów wówczas niemieckich, szczególnie z Bytomia. Obozy nas jednoczyły, uczyły koleżeńskości, obcowania z przyrodą i ludźmi, spieszenia z pomocą potrzebującym. Patrzę na pożółkłe, stare fotografie, dokumenty tamtych dni. Na jednej z nich harcerki z obozu bawiące się z dziećmi chłopskimi, dla których zorganizowałyśmy przedszkole w czasie żniw, na innej uśmiechnięte, młode dziewczyny z rolnikami, którym pomagały w polu, jeszcze inna fotografia utrwaliła uroczystość przy ognisku. Zawsze bardzo wzruszającym przeżyciem było składanie przyrzeczeń przez wstępujące do organizacji dziewczęta w nocy przy ognisku. Śpiewom i uściskom nie było końca. Takie chwile pamięta się przez całe długie życie. Przyjaźń zadzierzgnięta w organizacji harcerskiej przetrwała lata. Nawet w czasie okupacji harcerki spotykały się, organizowały wycieczki, pomagały rodzinom ciężko doświadczonym przez wojnę, opiekowały się dziećmi po stracie rodziców, zbierały lekarstwa dla chorych, udzielały pierwszej pomocy chorym i rannym.

Tuż przed wybuchem wojny powierzono mi na przechowanie sztandar hufca. Ukrywałam go we własnym domu, ale kiedy w 1940 r. w mojej rodzinie nastąpiły rewizje i aresztowania, po rozmowie z p. Bieniaszem - woźnym w gimnazjum, przeniosłam sztandar do szkoły i oddałam panu Bieniaszowi, który schował go razem ze sztandarem szkoły. W ten sposób uratowany został przedwojenny sztandar hufca harcerskiego i obecnie znajduje się w muzeum w Rudzie Śląskiej.

Pisząc te wspomnienia staram się wydobyć z obszaru niepamięci okruchy zdarzeń,  oddać atmosferę  tamtych  dni,  zapał,  gotowość  do  niesienia pomocy innym i entuzjazm moich rówieśników.